piątek, 25 października 2013

Zabłyśnij gwiazdo cz.11

- Co ci się stało?-zapytał niski głos Harry'ego.
A ja nie mogłam odpowiedzieć, zakrztusiłam się wodą. Nagle wszystko zaczęło być jak we mgle, lecz wiedziałam, że nie jestem wodzie. Harry mnie wyciągnął. 
- CO jest gwiazdko?
- Ktoś mnie chyba wepchnął. 
- Cyba lepiej będzie jak wrócimy na górę. Ubierz coś i zejdź do sali kominkowej.

Gdy już przyszłam do sali kominkowej Harry patrzył sie na mnie z otwartą buzią.
- Wow, wyglądasz ślicznie.-powiedział.
- Dziękuje, ale to twoje ciuchy.
- Chyba zrobiło się trochę zimno i założył mi na ręce:

W tym samym czasie wyłączyli prąd. Było strasznie ciemno. Harry i ja staliśmy naprzeciwko siebie i wtedy on położył ręce na moich biodrach, a ja swoje na jego ramionach. Pocałowaliśmy się.
~Oczami Harry'ego~
To było cudowne, kocham ją całym sercem. Nie wiem jak mogłem bez niej żyć, od dzisiaj zacznę bardziej o nią dbać i ja rozpieszczać. Nasza gwiazda wreszcie zaczęła błyszczeć. Mam nadzieje, że ona czuje to samo. Nie chcę, żeby myślała, iż jest tylko moja niewolnicą.
- Która jest godzina?-zapytałem.
- 20:00. O! Już włączyli prąd!
I pobiegła na górę, do pokoju. Ja wiem, że tylko po to, by mieć wymówkę przed tym co się teraz stało. Nie winię jej za to, ponieważ ja też nie umiem tego wyjaśnić. Usiadłem na fotelu naprzeciwko kominka. Zrobiłem sobie herbatę. I patrzyłem na taniec płomieni ognia. Wyobrażałem sobie, że jesteśmy takimi płomieniami i przetańczymy cała noc. Potem uświadomiłem sobie, że już późna godzina, a jutro do pracy.
Nastepnego dnia
Claire przywitała mnie z rana. Ubrana było w:

- Gdzie się wybierasz?-zapytałem.
- Do Stephanie, nie widziałam jej od pół roku.
- No dobrze, tylko nie siedź tam długo. Czekaj na mnie z obiadem o 16:00.
- Jasne.
- To pa, tylko ubierz to na siebie, chłodno jest.

- To pa.-powiedziała ubierając płaszcz.
~Oczami Claire~
Stephanie nie spodziewała się mojej wizyty:
-O, cześć gdzie ty się podziewałaś, bałam się o ciebie.

- Cześć, cały czas pilnuje mnie Harry.
- Ten bałwan co ci odebrał Jay'a.
- On nie jest bałwanem.
- Ale gdzie ty mieszkasz, słyszałam, że matka ci zmarła.
- To prawda, ale mieszkam z Harry'm.
- W jego domu?
- W jego willi.
- Jak to?
- Okazało się, że ma 21 lat i jest biznesmen'em i jest strasznie bogaty.
- I dlatego się z nim zadajesz?!
- Nie, dlatego on mnie utrzymuje.
- Wiesz co może wejdziesz do środka pogadamy w moim pokoju.
- Ok.
I tak gadałyśmy strasznie długo.
- A może pójdziemy dziś na jakąś imprezę?-zapytałam.
- W Party London Club kobiety wchodzą za darmo.
- Świetny pomysł.
- Czekaj, tylko się przebiorę i potem pójdziemy do ciebie.
- Dobra.
Stephanie ubrała:

Ja ubrałam:

Szybko wyszłyśmy z domu Harry'ego, bo bałam się, że on przyjdzie i nie pozwoli mi wyjść. Gdy byłyśmy pod klubem ja weszłam, a Stephanie poszła jeszcze do toalety. Zaczepił mnie jakiś przystojniak i zapytał:
- Takie lalunie jak ty nie chodzą same do klubów.
- Ale ja jestem i co?
- No, aż prosisz się o taniec.
Wtedy ja kopnęłam go tak mocno, że aż upadł. Wtedy przybiegła Stephanie.
- Claire, co się dzieje?
- To nie jest bezpieczne miejsce dla nas. Wracamy.
- Dobra, a odprowadzisz mnie.
- Jasne.
Gdy odprowadziłam Stephanie, udałam się do własnego domu. W progu stał Harry był najwyraźniej zły.
- Gdzie ty się podziewałaś, Claire?!
- Byłam na imprezie ze Stephanie.
- A więc to tak wymykasz mi się z domu. Miałaś czekać na mnie z obiadem o 16:00!
- A jest?
- 23:00!
- No właśnie, nie możesz mnie trzymać jak niewolnicę, nie jestem twoją własnością!
- Ależ jesteś!
- Spoko Harry widać musimy się rozstać na zawsze!

~Stylesowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz